|
Archiwum
Zakładki:
e.milia@gazeta.pl
BLOGI:
Do poczytania
i nie tylko
Książki, czasem filmy
Dookoła Świata
Sztuka
Wokół Polski
Internet
Oglądam
Ważne
WWW:
Wyzwania czytelnicze
|
czwartek, 03 września 2009
Supraśl pod Białymstokiem
Lubię czasem pojechać do jakiegoś małego, prowincjonalnego, zapomnianego miasteczka. Wyrwać się z miasta, zobaczyć, że gdzieś życie toczy się zupełnie inaczej, innym rytmem - wolniejszym, spokojniejszym. Uwolnić się od wszechobecnego, nieustannego szumu miasta i dać pochłonąć się niewiarygodnej ciszy. Przysłuchiwać się dźwiękom małomiasteczkowej krzątaniny, przetykanej od czasu do czasu odgłosami zwierząt, które w mieście można sobie tylko wyobrazić. Biegać boso po łące przeciętej błękitno-zieloną wstęgą rzeki, zrywać naręcza traw i kwiatów, wplatając je we włosy. Prosto z drogi wejść do lasu i zatopić się w jego głębokiej zieleni. Wschłuchać się w leśne życie - grę wiatru powodującą szum drzew i szelest liści, przetykaną czasem trzaskiem gałązek. I śpiew ptaków. Tajemnicze odgłosy lasu, plątanina dźwięków tworzących jedną całość. Idziemy po uśpionych, pustych uliczkach uśpionego miasteczka, oświetlonych niemal jedynie gwiazdami i złotym półksiężycem. Witają nas przemykające cicho koty i obudzone psy, głośnym szczekaniem usiłujące strzec swojego podwórka. Jakaś pani spogląda z okna, obserwując ten niewielki świat. Czasem słychać jakiś zagubiony śmiech czy okrzyk młodych ludzi, zamierzających gdzieś radośnie spędzić ciepły sierpniowy wieczór. O tej porze już wszystko jest zamknięte i tylko w jakimś barze miła pani lituje się nad nami, przygotowując ostatnie hot-dogi czy frytki, po godzinach swojej pracy. W sobotę musimy uciec z rynku, przed muzyką discopolo, rozbrzmiewającą dość nachalnie z jedynej pobliskiej dyskoteki. Dla odmiany, w otoczonym budynkami ogródku pobliskiej knajpy, gra zespół wykonujący covery przeróżnych wykonawców. Wątpliwa przyjemność. Miasteczko żyje swoim wieczorno-sobotnim, specyficznie rozrywkowy życiem, a my tym razem wolimy uciec z dala również od tego, w jakąś cichą, boczną uliczkę. Rano siadamy w niezbyt wyszukanym barze "Jarzębinka", jemy lokalne, podlaskie specjały - kartacze i babkę ziemniaczaną. Smakują tak jakoś domowo. Uliczki są niemal puste, skąpane w słońcu słońcem, które uwydatnia leniwą, trochę senną sobotnio-niedzielną atmosferę. Miasto żyje swoim życiem, jednostajnym rytmem, który urozmaicają tylko jakieś wyjątkowe zdarzenia. Na jednej z uliczek kręcą odcinek serialu, co sprowadza na to miejsce znaczną część mieszkańców. W miejscowym kościele zatrzymuje się piesza pielgrzymka z Białegostoku do Wilna. Przypadkowo znajdujemy się na jej trasie i tym samym jesteśmy chyba pierwszymi ludźmi w miasteczku, którzy ją powitali. Dostajemy obrazki świętych, które zachowuję na pamiątkę, mimo że wcale nie tak blisko mi do katolickiej wiary. Uliczka Supraśla Przemierzając ulice miasteczka, zwiedzamy właściwie wszystko, co jest tu do zobaczenia. Prawosławny Monaster Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, na terenie którego znajduje się wiernie rekonstruowana obronna Cerkiew Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny - masywna budowla z czerwonej cegły, o przestronnym i dość surowym wnętrzu. Tuż obok stoi mniejsza cerkiew św. Jana Teologia, o typowym dla architektury cerkiewnej, bajkowo-kolorowo-złoconym wnętrzu. Monaster Zwiastowania Najświętszej Marii Panny w Supraślu Największe wrażenie robi na nas Muzeum Ikon. To nie jest tylko zwykły, suchy zbiór obrazów, jakiego się spodziewaliśmy, ale cała wizualno-muzyczna aranżacja. Oczarowują mnie jak zwykle żywe barwy ikon, niektóre ujęcia, dynamika i nierzeczywista baśniowość niektórych przedstawień, kojarzące się trochę z marzeniami sennymi. Dodatkowo można zobaczyć odtworzoną celę pisarza ikon czy domowy ołtarzyk. Poznawanie najważniejszych motywów i postaci przedstawianych na ikonach umożliwia przewodnik, a technikę ich wytwarzania i tajniki uzyskiwania czystych barw zobaczyć możemy na krótkim filmiku. Cerkiew św. Jana Teologa. Zaglądamy również do wnętrza kościółów: ewangelicko-augsburskiego oraz katolickiego. Tak jak te kościoły, tak i dwa cmentarze ze sobą sąsiadują, przedziela je jedynie ulica. Oglądamy kaplice cmentarne, grobowe, z których jedna zdecydowanie się wyróżnia. To Kaplica Buccholtzów, jednej z największych dawnych rodzin supraskich fabrykantów. Kaplica grobowa rodziny Buccholtzów na cmentarzu ewangelickim. Zatrzymujemy się przy samym rynku, żeby uważnie przyjrzeć się wykończeniom i detalom Pałacu Buchholtzów, zamienionego obecnie na liceum plastyczne. Odnajdujemy ratusz, na którego wieży uwiły sobie gniazdo bociany, a także dość smutno wyglądający budynek zamkniętego kina. Secesyjny Pałac Buchholtzów, obecnie budynek Liceum Plastycznego. Na skraju miasteczka natrafiamy na starą, drewnianą chatę i pomieszczenia gospodarcze - to mini skansen wsi Puszczy Knyszyńskiej, a że ja uwielbiam takie miejsca, więc nie mogłam powstrzymać się przed zaglądaniem do środka i oglądaniem wszystkich domowych i rolniczych sprzętów. Jednak w Supraślu najczęściej przechadzamy się po uliczce, przy której stoją Domy Tkaczy - dziewiętnastowieczne, zabytkowe, całe z drewna, w otoczeniu zielonych drzew i niewielkich ogródków. Urocze są te wszystkie drewniane lub nawet złocone wykończenia. Na jednej ze ścian wisiał nawet obraz Matki Boskiej. Przeszklone ganki, rzeźbione drzwi i płoty, uchylone bielone okna z białymi koronkowymi firankami i kwiatami w doniczkach. Lubię zaglądać w szyby, podpatrując ukradkiem zwyczajne życie. Domy Tkaczy z XIX w. A któregoś dnia idziemy na przystanek pks, łapiemy na stopa mały autobus, wypełniony niemal w całości starszymi kobietami i słuchając ich rozmów, opowieści, a czasem nawet śpiewów, jedziemy do Kruszynian - tatarskiej wsi, zobaczyć meczet oraz stary muzułmański cmentarz. Ale z tego robi się już inna historia.
piątek, 28 sierpnia 2009
Leśny Park Niespodzianek
Jest takie miejsce w Beskidzie Śląskim, które czaruje nie tylko dzieci, ale i towarzyszących im dorosłych. Przechadzając się ścieżkami Leśnego Parku Niespodzianek w Ustroniu można spotkać się zarówno z bajkami, jak i ze zwierzętami, zanurzyć się na chwilę w niezwykłą krainę fantazji. Tuż po wejściu wita nas biała kózka. . Później widać małe króliczki, w zagrodzie pełnej miniaturowych domków.
Dalej spotkać mozna sarny, jelenie i daniele, które najczęściej nie są niczym ogrodzone, żyją sobie po prostu wśród drzew i czasami schodzą na ścieżki, wyciągając ufnie pyszczek po coś do jedzenia. Można je głaskać i karmić kupionymi wcześniej ziarenkami.
Nieco wyżej, na leśnej trawie, wygrzewa się w słońcu całe stado saren i danieli. Niektóre wtapiają się w otoczenie tak, że ciężko je dostrzeć i dopiero po chwili widać, że zwierząt jest mnóstwo i mają zróżnicowaną sierść: od jesnej do ciemnej, od gładkiej do nakrapianej.
Są też dziki z młodymi warchlakami, a także nieco groźnie wyglądające muflony.
A między tym wszystkim znajduje się Alej Bajek. Duża, kolorowa i ruchoma ekspozycja przedstawia historię Ptasiego Wesela. Barwnej i bogatej dekoracji, w której rusza się niemal każdy element, towarzyszą dźwięki, muzyka i piosenka, przedstawiająca całą historię. Na końcu słyszymy zakończenie opowieści z ust Drzewa, które zapada dzieciom w pamięć na długo.
Na samym początku Alei Bajek stoi zamek Spiącej Królewny. W środku, za szybką można zobaczyć bohaterów baśni, a także usłyszeć jej treść.
Idąc dalej, zaglądam do kolejnych baśniowych domków - widzę kukiełki przedstawiające najbardziej znane postacie z bajek, umieszczone w specjalnie zaaranżowanym miejscu i w otoczeniu niezbędnych rekwizytów. Czasem miejsce stanowi chatka, czasem pałac, a kiedy indziej las. Każdą baśń da się uruchomić, ożywić - wtedy postacie zaczynają się poruszać, a my możemy posłuchać treści bajki lub towarzyszącą jej piosenkę. Dzieci zanurzają się w tą Krainę Baśni, biegając od jednej do drugiej. Jest tam Czerwony Kapturek, Kopciuszek, Jaś i Małgosia, Pinokio, Pszczółka Majka, nawet Bolek i Lolek. A do domku Trzech Świnek puka wilk.
Aleja kończy się domkiem Smerfów, do którego można zaglądnąć przez okienko i sprawdzić, czy uda się rozpoznać wszystkie żyjace w nim Smerfy.
Jednak to nie koniec leśnych niespodzianek. Ruszamy wyżej, do stacji ptaków drapieżnych, gdzie nie tylko można oglądać je zza ogrodzenia, ale również zobaczyć, jak wzbijają się w powietrze.
Niesamowite doznanie, obserwować muszołowa, pustułkę, jastrzębia, orła bielika i sokoła, jak latają tuż nad naszymi głowami. Tak, że czasami trzeba było się schylić, a pustułka prawie zahaczyła o moje włosy. Ale wszystko odbywa się bezpiecznie, pod okiem sokolników, którzy wypuszczają ptaki ze swojej specjalnej rękawicy i przywołują je z powrotem.
Przechadzając się po Parku, odkrywając wciąż nowe ścieżki, niespodzianki i atrakcje, miałam wrażenie, jakbym naprawdę znalazła się w świecie, gdzie wyobraźnia i baśń przenika się z naturą, z przyrodą. W lesie, pomiędzy drzewami przetykanymi promieniami słońca, można było natrafić i na postacie z bajek, i na prawdziwe zwierzęta. Ale wrażenie, że znajduję się w jakimś nierzeczywistym świecie fantazji potęgowała się nie tylko ze względu na te baśniowe akcenty, ale chyba głównie ze względu na tą bliskość przyrody, która na co dzień nie jest mi dostępna w aż takim stopniu. Przelatujące tuż nad głową drapieżne ptaki, wchodzenie między sarny i daniele, karmienie jeleni wprost z dłoni, wszystko to spowodowało, że poczułam się tak, jakbym na chwilę weszła w świat jakiejś baśni.
wtorek, 11 sierpnia 2009
Podróże, te prawdziwe.
Nie byłabym sobą, gdybym prędzej czy później nie wstawiła mapki krajów, gdzie byłam fizycznie, tak jak zrobiła to Chihiro. Nie jest tego aż tak dużo i większości miejsc na świecie nigdy nie zobaczę, ale nie o to chodzi. Zresztą nawet jak zaczerwieniony jest obszar całego kraju, to ja widziałam go najczęściej zaledwie jakiś kawałek, na przykład w Rosji byłam właściwie tylko w Moskwie, nie licząc podróży pociągiem tam, a zaznaczony jest tak ogromny obszar. Niektóre z państw widziałam tylko przejazdem, jak na przykład Łotwę i Estonię w drodze do Finlandii, więc miałam wątpliwości, czy w ogóle powinnam je zaznaczać (zdecydowałam się tego nie robić, co to za bycie przez szybę samochodu i krótkie tylko postoje). A czasem gdzieś byłam tak dawno, że ledwo to pamiętam. Podróżowanie jest mi bardzo bliskie, to ważny element mojego życia. Nie chodzi tu o zaliczanie kolejnych krajów, tylko bycie w miejscach, które z jakiś powodów mnie interesują. A ciekawość świata jest we mnie spora. Częściej jeżdżę tam, gdzie mnie jeszcze nie było, chcę poznawać inne miejsca, inne kultury i wciąż tych miejsc na liście "do odwiedzenia" jest dużo. Chociaż są też państwa, gdzie byłam kilkakrotnie, a wreszcie i te, do których chciałabym jeszcze wrócić. Czasami chcę poznać klimat danego państwa czy obszaru, czasami jedynie kilka wybranych miejsc. Podróże są obecne w moim życiu od dawna, właściwie to odkąd pamiętam. Miałam trzy i pół roku, gdy rodzice zaopatrzyli mnie w paszport i zabrali samochodem (maluchem!) na wyprawę do Grecji i Turcji. Niewiele z tego pamiętam, chociaż zostały mi w głowie jakieś urywki bardzo miłych wspomnień... Do Grecji jeszcze nie wróciłam od tamtych czasów, ale do Turcji tak i dwa lata temu wreszcie mogłam zobaczyć Stambuł, fizycznie niby kolejny raz, ale ten pierwszy nie zachował się w mojej pamięci ani trochę. Później też dużo podróżowaliśmy samochodem z rodzicami, byliśmy w Danii, w Finlandii u znajomych, potem jeździliśmy do Włoch, Francji, Hiszpanii, mijając po drodze różne inne państwa, łącznie z tymi maleństwami typu Andora, Monako, Liechtenstein czy San Marino. Zimą jeździliśmy na narty, na Słowację, albo do różnych alpejskich krajów. Z powodu tych samochodowych podróży po Europie Zachodniej chyba najczęściej odwiedzanym przeze mnie krajem są Niemcy, ale tak naprawdę prawie w ogóle ich nie znam. Jako nastolatka odwiedziłam z rodzicami między innymi wspomnianą już Rosję, Turcję, Szwecję, a jeszcze później Litwę. Kiedyś muszę popełnić jakiś wpis o tych rodzinnych podróżach, bo sama chętnie do tego wrócę, pooglądam dawne zdjęcia. Przypomnę sobe, skąd wzięła się moja chęć poznawania świata :) Podróżując na własną rękę, odwiedziłam część krajów, w których już kiedyś byłam, ale część takich, na których obszarze stanęłam pierwszy raz. Teraz najczęściej podróżuję z moim ukochanym, który jest doskonałym kompanem takich wyjazdów i jego ciągnie w świat nie mniej niż mnie i który budzi we mnie chęć odwiedzenia tych miejsc, o których wcześniej nie myślałam :) Na razie odwiedziliśmy razem większość krajów bałkańskich, Stambuł w Turcji i Ukrainę, ale myślę, że to dopiero początek naszych wspólnych podróży :) Jak widać, na razie byłam głównie w Europie, nie licząc azjatyckiej części Turcji, ale teraz marzenia podpowiadają, żeby to zmienić. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym ciężej jest napisać mi, gdzie chciałabym pojechać, a gdzie nie, bo zaraz pojawia się pytanie: a dlaczego nie :) Jednak obecnie najmniej ciągnie mnie do Ameryki Północnej (chociaż tak w ogóle, kiedyś, chyba chciałabym wybrać się na jakąś samochodową wyprawę po USA), Australii i Afryki, jednak może i tymi miejscami kiedyś się zainteresuję bliżej. Nie marzą mi się wcale takie miejsca, jak Wyspy Kanaryjskie czy Hawaje. Najbliższym podróżniczym celem do zrealizowania pozostają obecnie Indie i Nepal. Marzy mi się podróż do Iranu. Chciałabym kiedyś przejechać się koleją transsyberyjską z Moskwy do Irkucka, a potem odwiedzić okolice Bajkału i Mongolię. Ciekawie byłoby zwiedzić Syrię i Jordanię, ale chętnie zobaczyłabym też Japonię. Z jednej strony ciągnie mnie do Tajlandii, Kambodży, Wietnamu, Laos i Birmy, a z drugiej takie rzadko odwiedzane kraje jak Kazachstan czy Uzbekistan. Z innej części świata ciągnie mnie do Chile, Boliwii i Peru, a także Meksyk, i może Kuba. Jeśli chodzi o Europę, to w pierwszej kolejności chciałabym zwiedzić Portugalię. Poza tym, dokładniej poznać Francję, Hiszpanię i może Włochy, chociaż to chyba zostawię sobie na później, gdy może trochę zmniejszy się zapał do podróżowania w mało komfortowych warunkach po odległych państwach :) Chętnie wróciłabym też do Grecji, której już niemal nie pamiętam. Skandynawia, a także kraje nadbałtyckie - Łotwa i Estonia, też wydają ciekawe. Na Bałkanach zauroczyła mnie Macedonia i może kiedyś tam wrócę, zahaczając przy okazji do ominiętej przez nas Serbii oraz Bośni i Hercegowiny... Zatrzymam się już, bo mogłabym wymieniać tak w nieskończoność i im dłużej o tym myślę, tym więcej miejsc mi przychodzi do głowy :)
wtorek, 21 lipca 2009
Literatura na peryferiach
Padma zorganizowała kolejne wyzwanie - tym razem dotyczace peryferii w literaturze. Chodzi o to, żeby czytać książki autorów z tych krajów, z których wcześniej niczego się nie czytało. Sama idea wyzwania stanowić może doskonały pretekst do poszerzania horyzontów przez odwiedzenie nowych literackich obszarów. W dodatku jest idealna na wakacje - umożliwia podróże (nie szkodzi, że tylko literackie), w nawet najbardziej odległe miejsca. W sumie miałam już nie brać udziału w wyzwaniach, gdyż czytanie książek z listy, która sobie stworzę, jakos nie do końca się u mnie sprawdza. A nawet, jak przeczytałam wiekszość zaplanowanych rzeczy z wyzwania poprzedniego, to nie miałam nastroju/weny/czasu/ochoty opisania tego wszystkiego. Jednak to wyzwanie tak silnie odpowiada na moją potrzebę i chęć czytania tego, co dotychczas omijałam, że nie mogę nie wziąć w nim udziału :) Na razie jednak bez listy książek, a raczej z listą obszarów, które chciałabym bardziej poznać. Przydatną rzeczą jest mapka, którą wypełnia coraz większa liczba czytelniczych blogowiczek.Pozwala jednym rzutem oka zorientować się, które obszary już znamy, a które stanowią naszą literacką białą plamę. Pozwala też zwrócić większą uwagę na to, co się czyta - ja do niedawna nie spisywałam sobie nigdzie przeczytanych książek i z tego względu nie wiem, czy zaznaczyłam wszystkie przeczytane kraje, ale powiedzmy, że jeśli czegoś nie pamiętam, to się nie liczy :)
Niby nie wygląda to aż tak źle, chociaż to dzięki temu, że niektóre państwa mają dużą powierzchnię. Jak się spojrzy na procentowe wyliczenie - nie jest już tak ładnie. Niemal cała szara jest Afryka, czego mogłam się spodziewać, gdyż jak do tej pory nie ciągnęło mnie literacko w te rejony i teraz jednak też w pierwszej kolejności chciałabym przeczytać książki z innych obszarów.Niepokoi mnie trochę szara plamy Europy Zachodniej (Portugalia), a także całkowita niemal pustka w Europie Środkowo-Wschodniej. Wygląda na to, że literacko do tej pory pominęłam całe Bałkany, mimo że przecież nie tak dawno zupełnie realnie podróżowałam w tamtych miejscach. Koniecznie chcę to nadrobić! Ciągnie mnie również Islandia, o której wcześniej kompletnie zapominałam... Szaro jest też w państwach byłego ZSRR (nie licząc samej Rosji i w nieznacznym stopniu Ukrainy). Poza tym pusty jest Bliski Wschód (kusi mnie zwłaszcza nie 'czytany' do tej pory Pakistan), Mongolia, cała Azja Południowo-Wschodnia, a także Korea... No i Nepal - na którym obecnie szczególnie mi zależy, chociaż niekoniecznie łatwo będzie coś znaleźć. W ogóle do Azji ciągnie mnie w szczególny sposób, ale jak widać, do tej pory wybierałam tylko niektóre państwa i obszary (nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę). Czas to zmienić :) Poza tym, Ameryka Południowa, z której to czytałam w zasadzie tylko to, co mi wpadło w ręce i właściwie dopiero przy okazji tworzenia tej mapy wiem, co znam, a czego jeszcze nie :) Ciekawe, jak ta mapka będzie wyglądała pod koniec roku, gdy planowane wyzwanie się zakończy? Szukajcie, a (nie) znajdziecie.
Wzorem Chihiro , a także Chiary i pewnie jeszcze innych blogowiczek, przedstawiam dość |